Magia glinek od L’Oreal Paris

Witajcie! Po dłuższej przerwie spowodowanej natłokiem spraw – wracam! A wracam z postem o glinkach w formie maseczek do twarzy, które towarzyszą mi od bardzo dawna i chyba zaprzyjaźniły się na dobre z moją skórą. Maseczki to nieodłączny punkt mojej pielęgnacji, stosuję je zazwyczaj kilka razy w tygodniu i często próbuję nowości. Jeśli jesteście ciekawi kosmetyków od L’Oreal– zapraszam niżej!

 

Loreal czysta glinka recenzja

Nie wiem jak Wy, ale ja podczas takiego relaksującego wieczoru z domowym spa MUSZĘ użyć maseczki – inaczej nie czuję tego klimatu i czegoś mi w tej całej relaksującej aurze brakuje. Zazwyczaj mój wybór pada na jednorazowe maseczki w saszetkach, lecz tym razem było inaczej – udało mi się dostać 3 słoiczki masek „Czysta Glinka„.

 

Co łączy wszystkie słoiczki?
Seria Czysta Glinka ma w swoim składzie 3 rodzaje glinek i są to: kaolin, montmorylonit i ghassoul. Nic Wam to nie mówi (mi też!), więc napiszę po prostu o ich działaniu – glinki te mają za zadanie redukować sebum, niedoskonałości, matować, odblokowywać pory czy rozjaśniać skórę. Dodatkowo, każdy słoiczek został czymś wzbogacony. Czarna wersja – detoksykująco-rozświetlająca – ma w składzie węgiel, zielona – oczyszczająco-matująca – posiada ekstrakt z eukaliptusa, a czerwona – złuszczająco-wygładzającaekstrakt z czerwonych alg i to o niej napiszę najpierw.

MASKA ZŁUSZCZAJĄCO-WYGŁADZAJĄCA

Loreal czysta glinka recenzja

Co odróżnia ją od dwóch pozostałych wersji? Na pewno konsystencja. Kosmetyk ma w sobie malutkie drobinki, które świetnie sprawdzają się jako mini-peeling, co wpływa na jej funkcję złuszczającą. Ekstrakt z czerwonych alg ma za zadanie ujednolicić kolor skóry, czy nawet ją rozjaśnić i faktycznie – skóra po masce jest wyciszona, a kolor jest wyrównany. Wersja czerwona jest osobiście moim faworytem na tle pozostałych, bo jest zdecydowanie najbardziej delikatna. Nie podrażnia, nie wywołuje pieczenia, swędzenia nawet wtedy, kiedy zagapię się i przytrzymam ją na twarzy dłużej niż trzeba. Jakie efekty? Skóra jest mięciutka od razu po użyciu, zero naciągnięcia, nieprzyjemnego wysuszenia, jak to po niektórych maskach bywa. Pory zmniejszone, ale nie po jednym razie – nie oczekujmy cudów;)

 

MASKA OCZYSZCZAJĄCO-MATUJĄCA

Loreal czysta glinka recenzja

Wersja zielona. Baaardzo „odświeżająca„. U mnie pod koniec noszenia maski odczuwałam wręcz chłód na twarzy, ale absolutnie nie uważam tego za negatywną cechę. Tę glinkę stawiam u siebie na drugim miejscu. Porządnie oczyszcza i matuje, widocznie redukuje sebum. Raczej nie jest przeznaczona do cery wrażliwej, przesuszonej, a na pewno nie polecam jej tym cerom do regularnego stosowania. Ja z moją suchą skórą  stosuję tę wersję raz na jakiś czas i to mi wystarcza. Pod koniec trzymania maski, jak przesadzę z czasem czuć niekiedy szczypanie i nieprzyjemne swędzenia. Po natychmiastowym zmyciu maski na szczęście nie miałam żadnych nieprzyjemności, więc uznałam to za kilku-razowy incydent.

 

MASKA DETOKSYKUJĄCO-ROZŚWIETLAJĄCA

Loreal czysta glinka recenzja

Czarna wersja wzbogacona w węgiel jest u mnie na końcu listy, jednak nie piszę od razu, że jest zła. Patrząc na skład można wiedzieć czego się spodziewać, u mnie węgiel nigdy nie był składnikiem, który ceniłam w kosmetykach – nie działał mi za dobrze na skórę, nic nie robił, a poza tym podrażniał. Jednak ta maska, trzymana na buzi krótko nie jest tragiczna. Tutaj również zmniejszone zostaje wydzielanie sebum, u mnie niestety – przesadnie. Skóra po maseczce jest czasem naciągnięta i najzwyczajniej -sucha. Od razu w ruch idzie gruba warstwa kremu. Również nie polecam cerom wrażliwym i suchym;) Na pewno bardziej sprawdzi się u posiadaczek cery tłustej i mieszanej.

Loreal czysta glinka recenzja

 

Mówiąc ogólnie o tych trzech maskach – uwielbiam w nich ich fenomenalny, świeży zapach. Jest delikatny, ale niezmiernie relaksujący i dopełniający te odprężenie jakiego oczekujemy od takich maseczek.
Opakowanie zapewnia 10 użyć na jeden słoiczek – moim zdaniem, jeżeli nie nakładamy na siebie centymetrowej warstwy, to tych użyć jest znacznie więcej! Ja, mając te trio od kwietnia (oczywiście w międzyczasie używałam również innych maseczek), używając ich na przemian – dopiero wykańczam opakowania. Regularna cena wydaje się dość wygórowana (ok. 30 zł), ale często maski te są na promocji. Patrząc na cenę miejmy w głowie również ich super wydajność;)
Wiele osób skarży się na nieprzyjemne zasychanie masek, ale mnie to nie dotyczy – ja regularnie, co kilka minut spryskuje je tonikiem lub zwykłą wodą, aby nie dopuścić do wyschnięcia. W ten sposób nie dość, że dużo łatwiej zmywa się taki kosmetyk, to jeszcze glinki bardziej wtedy działają, nie tracąc podczas wysychania kontaktu ze skórą i swoich właściwości.

A jakie są Wasze doświadczenia z maseczkami z glinkami?;)


 

Jestem też tutaj!
INSTAGRAM
FACEBOOK

 

  • Paulina Wlezień

    Miałam rozświetlającą, jednak prócz rozświetlenia nic ciekawego nie zdziałała – wolę jednak naturalne glinki 🙂

    • Ja właśnie mam w planach zakup glinek takich do rozrabiania samemu, ciekawa jestem ich baaardzo 🙂

  • Mru

    też najbardziej lubię czerwoną glinkę 🙂 teraz mnie kusi ta nowa niebieska, ale na razie muszę wykończyć, to co mam w domu 🙂

    • Hahaha, mam dokładnie to samo!:p Zapasy w domu po sufit, więc niebieska poczeka na swoją kolej:)

  • Jestem ciekawa tych produktów już od pewnego czasu 😉
    Odpowiedziałam na Twój komentarz u mnie na blogu – zapraszam <3

  • Ja tez sie zastanawiałam nad zakupem glinki , ale to jeszcze przedemna 😉
    Boje sie troche testowania bo moja skora jest mega wrazliwa 😉
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://www.roomkate.pl